Skip to content


Koniec kredytów hipotecznych bez wkładu własnego?

Komisja Nadzoru Finansowego, której podlegają wszystkie banki w Polsce, coraz bardziej niechętnie spogląda na kredyty hipoteczne, których wartość sięga powyżej 80% wartości nieruchomości. Hipoteka na nieruchomości zakupionej na kredyt jest najczęściej jedynym zabezpieczeniem długu, jaki kredytobiorcy mają wobec banku. Niestety wraz ze spadkiem cen na rynku nieruchomości, zabezpieczenie to okazuje się być niewystarczające.

Pomimo szerzącego się kryzysu banki wciąż bez przeszkód udzielają kredytów hipotecznych, za które możemy w całości nabyć wybrane mieszkanie lub dom i nie ma potrzeby posiadania odłożonej sumy własnych pieniędzy, którą trzeba by było dorzucić do tego, co pożycza nam bank. Takie kredyty hipoteczne mają 100% LTV, a ich wartość odpowiada dokładnie cenie nabywanej nieruchomości. Co więcej istnieją także banki, jak na przykład Alior Bank, mBank czy Multibank, które wciąż są skłonne pożyczyć nam nawet więcej niż kosztuje dana nieruchomość. Jeśli bank gwarantuje LTV przekraczające 100%, to nie trzeba się martwić także o to, z czego opłacimy wszelkie opłaty około kredytowe, czy koszty umowy notarialnej.

Wszystko wskazuje jednak na to, że Komisja Nadzoru Finansowego, która ostatnio wprowadziła poważne obostrzenia dotyczące zasad wyliczania zdolności kredytowej, skupi się równie skutecznie na ograniczeniu liczby kredytów hipotecznych z LTV przekraczającym 80%. KNF argumentuje, że kredyty nie wymagające przynajmniej 20% wkładu własnego niosą ze sobą bardzo duże ryzyko dla banków.

Już teraz wartość kredytów hipotecznych bez wkładu własnego udzielonych kilka lat temu przekracza wartość mieszkań, które są ich jedynym zabezpieczeniem. Przyczynami tego stanu rzeczy są spadki cen nieruchomości, ale również umocnienie się kursu franka szwajcarskiego w stosunku do złotówki. Problem dotyczy więc zarówno kredytów hipotecznych w PLN jak i w ulubionej niegdyś przez banki i kredytobiorców walucie szwajcarskiej CHF.

Przykładowo 40-metrowe mieszkanie w Krakowie kupione w 2008 roku za 340 tysięcy złotych ( czyli 8,5 tys. zł. za metr kwadratowy), kosztuje aktualnie przy obecnych realiach rynkowych około 260 tysięcy złotych (przy cenie 6,5 tysiąca za m.kw.). Mieszkanie takie nie jest już więc dla banku wystarczającym zabezpieczeniem na wypadek, gdyby kredytobiorca przestał spłacać raty kredytowe. Jeszcze gorzej wyglądała by sytuacja, gdyby kredyt na owo mieszkanie został zaciągnięty we frankach szwajcarskich. W takim przypadku dochodzi bowiem jeszcze różnica kursowa. Kredyt byłby zaciągany po kursie około 2 złotych , a spłacany obecnie po kursie około 3,5 złotego. Nietrudno policzyć, jak bardzo wzrośnie wtedy wartość spłacanego kredytu. Mimo upływu 3 lat i regularnego spłacania rat, bylibyśmy bankowi winni więcej niż pożyczyliśmy.

fot. dinostock, photoxpress.com

Kategorie Kredyty i pożyczki. Tagged with , , , .

Dodaj komentarz